Spotkanie Marszałka Piłsudskiego z Małym Księciem

Spotkanie Marszałka Piłsudskiego z Małym Księciem

Drogi Panie Anto­ine de Saint-Exupery!

Spo­tka­łam GO! Spo­tka­łem Małego Księ­cia i tak jak Pan pro­sił, bez­zwłocz­nie do Pana piszę. Chyba powin­nam się naj­pierw przed­sta­wić… Nazy­wam się Monika i miesz­kam w Pol­sce. I to chyba wszystko co powin­nam o sobie powie­dzieć. Pro­szę mi wyba­czyć ten nie­takt, ale myślę, że ta wia­do­mość nie cier­piała zwłoki. Teraz dokład­nie Panu opo­wiem o tym wyjąt­ko­wym i nie­praw­do­po­dob­nym rendez –vous. Małego Księ­cia spo­tka­łam wczo­raj. Ten dzień nie zapo­wia­dał się dla mnie obie­cu­jąco. Wła­śnie wybie­głam jak hura­gan ze szkoły po nie­uda­nej kla­sówce z bio­lo­gii i usiadłam na ławce. Mia­łam wielką ochotę udu­sić cały świat, uka­rać go za moje nie­po­wo­dze­nie. Usia­dłam i przez parę dobrych minut myśla­łam, co powiem rodzi­com. Wtedy usły­sza­łam pytanie:

– Czy wiesz, gdzie jest Józef?

Byłam pewna, że te słowa nie były skie­ro­wane do mnie, dla­tego zupeł­nie zigno­ro­wa­łam je, pogrą­ża­jąc się w swo­ich smut­nych myślach. Ktoś zapy­tał ponownie:

– Czy wiesz, gdzie jest Józef?

Mimo­wol­nie pod­nio­słam oczy i zaniemó­wi­łam. Przede mną stał mały, może sze­ścio­letni chło­piec, ubrany ni to jak Elvis, ni to jak kara­teka. Wyglą­dał cudacz­nie. Odpowiedziałam:

– A skąd ja ci tutaj Józefa wezmę?

Mały zdzi­wił się tym iro­nicz­nym tonem, nawet lekko prze­stra­szył. Zro­biło mi się głu­pio. Pomy­śla­łam: „a może się zgu­bił?”. Wypa­da­łoby jakoś pomóc…

– Zgu­bi­łeś się, pew­nie idziesz na jakiś bal prze­bie­rań­ców… tylko powiedz, gdzie ma się odbyć ten bal, zapro­wa­dzę cię tam.

– Tylko doro­słych inte­re­sują takie szcze­góły – powie­dział poważ­nie – ja szu­kam Józefa Piłsudskiego, on musi gdzieś tu być.

– Hahaha – roze­śmia­łem się sztucz­nie – Pił­sud­skiego! No to gdzie jest ta ukryta kamera, no gdzie?

Na to mały mi odpo­wie­dział bli­ski płaczu:

– Ale ja muszę go zna­leźć. Pomóż mi, pro­szę – łkał.

A ja jak ostat­nia wiedźma odpowiedziałam:

– Jak, skoro on już nie żyje i to dobre 70 lat.

Gdy­bym tylko mogła prze­wi­dzieć reak­cję Małego Księ­cia, prę­dzej bym się ugry­zła w język. Chło­piec spoj­rzał na mnie prze­ni­kli­wie, począt­kowo cichy płacz prze­kształ­cił się w gło­śny szloch. Ludzie idący ulicą zaczęli zwra­cać na nas uwagę, pew­nie myśleli że go krzywdzę. Nie wie­dzia­łam, co zro­bić, czu­łam się winna łzom chłopca, zaczę­łam go pocieszać.

– Już nie płacz, on miał naprawdę fan­ta­styczne życie, wiele doko­nał, był kochany przez naród, podzi­wiano go.

Nie wie­dzia­łam, co jesz­cze mam powie­dzieć, aby pocie­szyć zroz­pa­czo­nego, małego człowieczka.

Po dłuż­szej chwili Mały Książę prze­stał pła­kać, spoj­rzał na mnie z jakąś nadzieją w oczach i spytał:

– Naprawdę? Wiesz, on był moim przy­ja­cie­lem, tyle mi opo­wia­dał o Pol­sce, o jej nie­szczę­ściu, bar­dzo chcia­łem tutaj przy­być, zoba­czyć ten kraj oraz Józefa, tak bar­dzo tęskniłem.

Nie wiem, jak to się stało, ale uwie­rzy­łam we wszystko, co mówił, wie­rzy­łam bez żad­nego „ale”. Nie zasta­na­wia­łam się, czy opo­wia­da­nie chłopca ma sens, czy wyda­rze­nia, o któ­rych mi opo­wie­dział, mogły się wyda­rzyć naprawdę. Przy Małym Księ­ciu każdy myśli jak dziecko; naiw­nie i szcze­rze. Panie Anto­ine, nie potrze­bo­wa­łam racjo­nal­nego wytłu­ma­cze­nia, po pro­stu uwie­rzy­łam we wszystko, o czym opo­wie­dział Mały Książę. Pan mnie chyba rozu­mie, boha­ter pań­skiej wspa­niałej książki jest bar­dzo trudnym i cięż­kim roz­mówcą. Ze słów, pół­słó­wek i nie­do­mó­wień kie­ro­wa­nych w moją stronę tro­chę się dowie­dzia­łam o tej jakże nie­sa­mo­wi­tej przy­jaźni. Chyba nie muszę panu przy­po­mi­nać, jak wygląda pla­neta małego księ­cia, ale niech Pan sobie wyobrazi, jaka ona musiała być pusta i szara, kiedy chło­piec był na niej sam. Nie było na nim nawet jed­nego kwiatu, pań­skiego baranka. Pod impul­sem chwili Mały Książę sko­czył na mete­oryt i ruszył ku przy­go­dzie. Los tak chciał, że zna­lazł się na Ziemi, na ziemi sku­tej lodem. Jego cia­łem zaczęły wstrzą­sać dresz­cze, był siny i prze­mar­z­nięty. Bie­dak, nie miał siły, aby wstać. Kiedy zaczął zasy­piać z zimna, poczuł, że ktoś okrywa go czymś cie­płym. Pamię­tał tylko tyle. Rano obu­dziły go gło­śne roz­mowy, obok niego sie­dział młody męż­czy­zna i bacz­nie mu się przyglądał.

– Dzię­kuję – powie­dział Mały Książę.

Mło­dzie­niec kiw­nął uprzej­mie głową i zapytał:

– Ską­deś się tu wziął, chłop­cze, taka zim­nica, a ty tak lekko ubrany.

– Gdzie jestem? – zapy­tał Mały Książę.

– Na Sybe­rii, nie­stety – powie­dział młodzian.

–Ale jak to nie­stety? Żyjesz tu i nie lubisz tego miejsca?

– A jak mam lubić, skoro zosta­łem zmu­szony do życia tu niby za karę? – powie­dział z iro­nią w gło­sie młody mężczyzna.

– Jak to za karę? – Mały Książę nie rozumiał.

– Pró­bo­wano zabić cie­miężcę mojego znie­wo­lo­nego kraju, mości Alek­san­dra III… i byłem w to zamieszany.

– Chcia­łeś zabić? Zabić czło­wieka… jak mogłeś! – Mały Książę był wystraszony.

– O, ja nie był­bym w sta­nie tego zro­bić, to była pomyłka, zna­le­ziono w moim domu środki wybu­chowe no i pomo­głem uciec upo­śle­dzo­nemu człon­kowi spi­sku… Oto czemu tu jestem.

– Zosta­łeś uka­rany za pomoc potrze­bu­ją­cemu? Co to za świat?

– Nie cho­dzi o sam pobyt tutaj, ale o poni­że­nia, jakie muszą zno­sić ska­zańcy. Sama droga z mojej ojczy­zny do miej­sca wysyłki to droga przez mękę. To mie­siące uciąż­li­wego mar­szu. Każdy szlach­cic ma prawo do jazdy na wozie, współ­czuję tym, co musieli cały czas iść pie­szo – powie­dział młodzieniec.

– Dziwni są ci ludzie, dzielą się na to, na co tylko można się podzie­lić, usta­na­wia­jąc reguły, które spra­wiają tak wiele cier­pie­nia. To nie­spra­wie­dliwe – obu­rzył się Mały Książę.

– Taki jest świat. Pod­czas drogi na Sybe­rię wiele myśla­łem, wiele zro­zu­mia­łem. Cza­sami mie­li­śmy przy­stanki, postoje, na przy­kład w Moskwie. Tam wybuchł bunt, najem­nicy car­scy bili nas kor­bami kara­bi­nów. Moja głowa otrzy­mała wiele cio­sów od „dziel­nych” car­skich żoł­da­ków. Cier­pie­li­śmy straszny głód, pocie­szała mnie myśl, że cier­pię dla ojczy­zny. Wiele o niej myśla­łem. Czy wiesz, gdzie ona jest? – spy­tał mężczyzna.

– Nie – odpo­wie­dział zawsty­dzony Mały Książę – nie wiem.

– To naj­bied­niej­szy, naj­smut­niej­szy kraj, kraj któ­rego już nie ma. Trzy mocar­stwa podzie­liły go mię­dzy sie­bie, zmu­sił ludzi do przy­ję­cia ich oby­cza­jów, kul­tury, języka. Chcą wyrwać z naszych pol­skich serc naszą świa­do­mość naro­dową, mor­dują nas i katują, ale my się nie pod­damy. Jak tylko wrócę… – zawiesił głos mężczyzna.

– Czy długo wy, Polacy jeste­ście tak znie­wo­leni? – zapy­tał wyraź­nie zain­te­re­so­wany i wzru­szony opo­wia­da­niami mło­dzieńca Mały Książę.

– Już bli­sko sto lat…

– I tylko tobie zależy na tym, by być wolny? – zdzi­wił się boha­ter Pań­skiej książki.

– Ależ nie, cały pol­ski naród nigdy się z tym nie pogo­dził, tylu Pola­ków oddało życie w powsta­niach naro­do­wych; powsta­nie listo­pa­dowe, stycz­niowe, a jesz­cze wcze­śniej kościusz­kow­skie… tyle prze­la­nej krwi na obcej ziemi „za naszą i waszą wolność”.

Młody czło­wiek smutno się zamy­ślił. Mały Książę nie śmiał prze­ry­wać tej chwili zadumy. Po dłu­giej chwili mil­cze­nia Józef powie­dział drżą­cym głosem:

– Tyle prze­la­nej krwi, tyle łez, tyle cier­pie­nia, jeste­śmy bez­radni… gdzie szu­kać pomocy? Jesz­cze jedno powsta­nie? Nie, nie warto – pra­wie krzyk­nął młodzieniec.

– Dla­czego? – zapy­tał Mały Książę.

– Za każdy krok w stronę wol­no­ści jeste­śmy surowo karani. Patrz tam, tam mieszka pan Szwarce, dzia­łał w orga­ni­za­cjach narodowo–wyzwoleńczych, brał udział w powsta­niu stycz­nio­wym. Wiesz, że jestem pierw­szym czło­wie­kiem, który mu przy­niósł wie­ści o Pol­sce po sześć­dzie­sią­tym trze­cim roku?  – spy­tał Józef.

– Sły­sza­łem, jak mówił: „Józe­fie Pił­sud­ski, ty masz w sobie coś z ognia mych unie­sień” – zacy­to­wał Mały Książę. – Wiesz, Józe­fie, myślę, że jesteś bar­dzo dobrym czło­wie­kiem. Dajesz innym nadzieję i siłę. Nie, ty nie mógł­byś nawet chcieć kogoś zabić, nie powi­nie­neś tu być.

– Miłość do ojczy­zny wynio­słem z mojego rodzin­nego domu, Pani Matka, Ojciec, to oni uczyli mnie pol­skiej histo­rii, pol­ski poezji. Zacy­tuję ci wiersz mojego ulu­bio­nego poety, Juliu­sza Sło­wac­kiego, „Testa­ment mój”.

„Żyłem z wami, cier­pia­łem i pła­ka­łem z wami,

Nigdy mi, kto szla­chetny, nie był obojętny,

Dziś was rzu­cam i dalej idę w cień – z duchami  –

A jak gdyby tu szczę­ście było – idę smętny”.

Mały Książę wtu­lił się w cie­pły pled i zapadł w głę­boki sen.

Mlody Pilsudski

 

 

 

 

 

 

Tak wyglądał Józef Piłsudski w wieku 19 lat. Zdjęcie pochodzi z ciekawostkihistoryczne.pl.

Po prze­bu­dze­niu jego wzrok zatrzy­mał się na pochy­lo­nej syl­wetce Józefa czy­ta­ją­cego w sku­pie­niu książkę.

– Co czy­tasz? – spy­tał Mały Książę.

– A to bro­szura socja­li­styczna, kie­dyś zaczytywałem się jej ide­ami, nim mnie tu przy­wie­ziono – odpo­wie­dział Józef Piłsudski.

– Czy mogę zoba­czyć?

Po chwili dodał:

– Ależ ja nic z tego nie rozumiem!

– Bo to po rosyj­sku – powie­dział z uśmie­chem Józef.

– Powiedz mi, co to jest ten socja­lizm? Wytłu­macz mi proszę…

– Dobrze – powie­dział Józef – naj­pro­ściej mówiąc, jest to dąże­nie, aby ludzie, wszy­scy ludzie byli równi. Aby robot­ni­kom było lepiej…

– To bar­dzo piękne dąże­nie – powie­dział Mały Książę – czy w Polsce…

– Ubierz się cie­pło, idziemy do pań­stwa Lan­dych  – prze­rwał mu Piłsudski.

Długi spa­cer został nagro­dzony słodką, gorącą her­batą. Roz­mowy scho­dziły na tematy poli­tyczne, zresztą całe spo­tka­nie było roz­pa­mię­ty­wa­niem Pol­ski, jej piękna i wol­no­ści. Józef myślał o utra­co­nym domu, rodzi­cach, którzy nigdy nie pogo­dzili się z zabo­rami, nigdy nie byli bierni. Prze­ka­zy­wali dzie­ciom świa­do­mość naro­dową, pol­ską lite­ra­turę, kul­turę i tra­dy­cję. Uczyli języka pol­skiego… Męczący kaszel wyrwał go ze wspomnień.

– Ach, Józe­fie, mógł­byś bar­dziej dbać o sie­bie – stwier­dziła pani Feli­cja Landy – jesteś taki chudy, wątły no i ten nie­po­ko­jący kaszel. To się może źle skończyć.

Na to odpo­wie­dział jej Piłsudski:

– Myślę, że kiedy wrócę do domu, to będę żył, tu mogę tylko wegetować.

Sybe­ria nocą prze­raża jesz­cze bar­dziej niż za dnia. Powrót w czterdziestostopniowym mro­zie wyda­wał się nie­sa­mo­wi­cie długi, nie­skoń­czony. Mały Książę przy­glą­dał się ciem­nym kon­tu­rom Józefa, aż wresz­cie powiedział:

– Ja cię rozu­miem, tam, skąd ja pocho­dzę, ja tam jestem sam, ale to moja ojczy­zna i nie mógł­bym jej opu­ścić. Będę jej bro­nić, cho­ciaż myślę, że nikomu by się nie przy­dała taka malutka planeta.

– Jesteś z innej pla­nety?  – zdzi­wił się Józef Piłsudski.

– Jesteś szczę­śliwy, spo­ty­kasz wielu Pola­ków – powie­dział Mały Książę, nie odpo­wia­da­jąc na zadane pyta­nie – poma­gasz im, oni tobie. Roz­ma­wia­cie, wspo­mi­na­cie i marzy­cie… to wspaniałe.

– Wiesz, mój brat Bro­ni­sław, on dostał karę pięt­na­stu lat kata­logi. Bie­dak, zawsze go fatum prze­śla­do­wało, a mnie szczę­ście. Teraz jed­nak nie wiem sam, nie wiem. To, że tu jestem, choć nie powi­nie­nem, nie mieli prawa mnie tu zesłać, nie mieli – powie­dział roz­złosz­czony Józef. Mały Książę zamy­ślił się przez chwilę, po czym powiedział:

– Myślę, że to było prze­zna­cze­nie, ja też musia­łem tutaj spaść i spo­tkać mojego przy­ja­ciela… Ciebie.

– Mnie… – powie­dział jakby do sie­bie Józef Piłsudski.

– Ale wkrótce muszę wra­cać do mojej ojczy­zny – powie­dział Mały Książę – muszę ją bro­nić przed baoba­bami. Baobaby, one mogą roz­sa­dzić moją pla­netę, dla­tego muszę już je roz­po­znać, póki są małe, wyrzu­cić, bo potem może być za późno.

Na te słowa Józef Pił­sud­ski sta­nął jak wryty i powiedział:

– No tak, baobaby, jasne, te wszyst­kie bro­szury rosyj­skie, te ide­olo­gie, które idą do nas z Rosji, to są jesz­cze małe baobaby. Czy z tego nie­szczę­snego kraju może wyjść coś dobrego?

Twarz Józefa wyra­żała roz­pacz, nie­na­wiść, a także wielką siłę. Mały Książę długo wpa­try­wał się w twarz swo­jego przy­ja­ciela, po chwili rzekł:

– Jesteś taki dobry, twoja dusza jest dobra, ale chora na Rosję – powie­dział Mały Książę – nie­na­wi­dzisz jej, nie­na­wi­dzisz, cho­ciaż jesteś dobrym czło­wie­kiem… to takie skomplikowane.

Dal­szą część drogi prze­szli w milczeniu.

– Dziś będę musiał odejść – powie­dział Mały Książę.

– Na pla­netę?  – zapy­tał, zna­jąc odpo­wiedź Józef Piłsudski.

– Nary­suj mi przy­ja­ciela, abym miał z kim roz­ma­wiać, abym miał z kim dzie­lić się moimi rado­ściami i moimi smut­kami.

Józef długo myślał, po czym nary­so­wał TO:

 róża

 

 

 

Mały Książę zauwa­żył, że jego przy­ja­ciel chce mu coś powie­dzieć… spoj­rzał mu głę­boko w oczy, po chwili Józef ode­zwał się:

– Nie myśl o mnie źle, ja nie czuję nie­na­wi­ści do Rosjan, ten lud jest uci­skany, oszu­ki­wany i wyko­rzy­sty­wany. Ja nie­na­wi­dzę tego sys­temu, który wyko­rzy­stuje słab­szych, oni są nie­czuli, dla nich ważne są nie­ludz­kie prze­pisy, roz­bu­do­wana biu­ro­kra­cja i admi­ni­stra­cja, w nie­ludzki spo­sób utrud­niają życie. Oni nie mają serc. Chcia­łem prze­nieść się na Pół­wy­sep Sacha­lin, do brata. Odmó­wili, na papiery cze­ka­łem bar­dzo długo. Ta ich biu­ro­kra­cja, kiedy ja spo­tkam się z moim bra­tem, kiedy zoba­czę moją rodzinę.

Mały Książę ze współ­czu­ciem spoj­rzał na smut­nego przy­ja­ciela, po chwili ode­zwał się:

– Józe­fie, nie martw się, uwa­żam cię za wspa­nia­łego, dobrego czło­wieka. Wie­rzę, że twoja ojczy­zna będzie wolna, skoro ma takich ludzi, jak ty.

W pokoju zapa­no­wała cisza… Mały Książę spoj­rzał na rysu­nek, który wyko­nał Józef.

– Co mi nary­so­wa­łeś? – zapy­tał przyjaciela.

– A zoba­czysz na miej­scu – odpo­wie­dział Józef, po czym zro­bił z kartki samo­lot i ener­gicz­nym ruchem skie­ro­wał ku chmu­rom, przy­kry­wa­ją­cym tego dnia błę­kit nieba. – Pew­nego dnia dotrze na swoją pla­netę, odnaj­dzie ­cię tam twój przy­ja­ciel, zobaczysz.

– Odwie­dzę cię jesz­cze, wtedy będziesz żył w wol­nej Pol­sce, czuję, że w tobie drze­mie wielka siła i wiele doko­nasz – powie­dział Mały Książę.

Trudno było im się rozstać.

– Do zoba­cze­nia – powie­dział Mały Książę – po czym poma­chał rączką Józe­fowi i poszedł. Szedł, szedł, aż znik­nął mu z oczu.

***

Opo­wie­ści chłopca słu­cha­łam z otwar­tymi ustami. Dobrze wie­dzia­łam, kogo spo­tka­łam, czy­ta­łam Pań­ską książkę. Byłam tak zdu­miona, że nie mogłam wydo­być z sie­bie głosu. Mały Książę ode­zwał się, widząc, że zdu­mie­nie ode­brało mi głos:

– A jed­nak znasz Józefa.

– Tak, każdy Polak zna Józefa Pił­sud­skiego, on wiele dobrego zro­bił dla Polski.

– Opo­wiedz mi o jego dal­szych losach – poprosił.

Zro­biło mi się tro­chę głu­pio, ponie­waż moje wia­do­mo­ści były bar­dzo ogra­ni­czone. Nie inte­re­suję się walką i stra­te­gią mili­tarną… Powie­dzia­łam, co wiedziałam:

– Po powro­cie z Sybe­rii podob­nież doce­nił wpływy zachod­nio­eu­ro­pej­skie, zerwał kon­takt z rosyj­skimi, potem reda­go­wał różne gazety kon­spi­ra­cyjne, sta­rał się uak­tyw­nić Pola­ków, zachę­cić, pobu­dzić do dzia­ła­nia. Kiedy Pol­ska została wyzwo­lona, powie­rzono mu urząd naczel­nika pań­stwa. W stu pro­cen­tach wywią­zał się ze swo­jego zada­nia, naj­bar­dziej jed­nak zasły­nął jako genialny stra­teg, ura­to­wał Europę w 1920 roku przed eks­pan­sją bol­sze­wi­ków. My, Polacy nazy­wamy to „Cudem nad Wisłą”, potem był prze­wrót majowy… naprawdę wiele doko­nał. Miał dwie córki, które bar­dzo kochał, umarł w chwale, a na jego pogrzeb przy­były tłumy, tysiące ludzi opła­ki­wały śmierć pierw­szego mar­szałka, serio.

Mały Książę posmutniał:

– A tak chcia­łem mu podzię­ko­wać za Różę… Cho­ciaż tro­chę się dowie­dzia­łem, dzię­kuję. – Powie­dział, potem zesko­czył z ławki i dodał: – Muszę już iść, myślę, że Róża i bara­nek bar­dzo tęsk­nią, pew­nie czują się samotni.

– Nary­suj lustro – poprosił.

Tego się oba­wia­łam, ja za grosz nie mam talentu, moje zdol­no­ści manu­alne są na pozio­mie przed­szko­laka. No cóż, nary­so­wa­łam, jak tylko umia­łam najlepiej, mniej wię­cej tak:

lustro

 

 

 

 

 

Poże­gna­li­śmy się. Panie Anto­ine, oto histo­ria mojego spo­tka­nia z tym nie­zwy­kłym chłop­cem. Tak jak szybko się poja­wił, tak też szybko znik­nął, ja jed­nak będę pamię­tać każde jego słowo. Dzięki niemu Józef Pił­sud­ski prze­stał być dla mnie kolejną, bez­barwną posta­cią histo­ryczną, o któ­rej trzeba się nauczyć na pamięć. Dzięki temu małemu chłopcu mogłam wręcz poczuć to straszne sybe­ryj­skie życie wygnańca, mogłam doce­nić to, że żyję jako wolna osoba, w wol­nym kraju i wiem, komu co zawdzię­czam. To wszystko, co mogę powie­dzieć o mojej nie­zwy­kłej przy­go­dzie, już nie będę dłu­żej nudzić, powiem jesz­cze tylko: „do widzenia”.

Z powa­ża­niem

Monika Ponia­tow­ska

***

Tą bajką zaję­łam pierw­sze miej­sce w Ogól­no­pol­skim Kon­kur­sie Wie­dzy o Józe­fie Pił­sud­skim, orga­ni­zo­wa­nym przez Zwią­zek Pił­sud­czy­ków. Pracę pisa­łam na maszy­nie (sic!), a dziś, aby przy­śpie­szyć jej digi­ta­li­za­cję, prze­czy­ta­łam ją do apli­ka­cji mobil­nej – Jota Text Edi­tor. Prze­ro­biła mój głos na masę tek­stu – bez zna­ków przestan­ko­wych, wszystko z małej litery… Popra­wi­łam, zosta­wi­łam w 99% ory­gi­nalną pisow­nię. Teraz jak to czy­tam, tak sobie myślę, że część dal­sza… nastąpi :).

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*